Byłam stażystką w instytucji unijnej - Malwina Górecka

25-10-2017

Malwina szybko odczuła wzrost kwalifikacji po stażu w Agencji Wykonawczej ds. Edukacji, Kultury i Sektora Audiowizualnego (EACEA) - została doceniona przez pracodawcę.

malwina

Gdzie po raz pierwszy usłyszałaś o stażach w instytucjach unijnych?

Studiowałam stosunki międzynarodowe i europeistykę, więc w naturalny sposób na uczelni przesiąkałam informacjami o tym, że warto zobaczyć jak instytucje unijne działają od środka. Na staż dostałam się za drugim razem.

Procedura jest dość skomplikowana i długo trwa.

Zgłasza się naprawdę dużo osób (około 20 tys.). Po pierwszej selekcji jakieś 5000 osób trafia do tzw. Blue book – stąd poszczególne departamenty wybierają sobie stażystów. Kolejnym krokiem są rozmowy rekrutacyjne przez telefon lub skype, po których następuje ostateczny wybór (około 500-600 osób). W 2014 roku, kiedy byłam na stażu, do całej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji, Kultury i Sektora Audiowizualnego trafiło 20 osób. W moim departamencie było 2 stażystów.

Jak myślisz, co sprawiło, że dostałaś się za drugim razem?

Trzeba przyznać, że jakiś element szczęścia jest potrzebny, żeby akurat twój profil rzucił się w oczy. Mnie dodatkowo pomogło doświadczenie. Za pierwszym razem aplikowałam zaraz po studiach. Za drugim razem byłam już pracownikiem Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, która wdraża programy unijne. Nie bez znaczenia był pewnie fakt, że oprócz angielskiego znam język francuski.

Dostałaś bezpłatny urlop?

Tak. Akurat trafiłam na okres, kiedy Komisja Europejska wprowadzała program Erasmus+, więc przyjechałam z ciekawym doświadczeniem, które mogłam wykorzystać w pracy.

Na czym polegała Twoja praca?

Pracowałam przy weryfikacji pierwszych wniosków konsorcjum uczelni, które starały się o udział w programie Erasmus Mundus Joint Master Degrees. Uczestniczyłam w spotkaniach ekspertów, którzy te wnioski weryfikowali. Dostałam też samodzielny projekt, w którym musiałam zebrać informacje od uczelni i stworzyć raport o tym, jak sobie radzą po skończonym okresie finansowania programu, w którym kiedyś uczestniczyły. Brałam również udział w pracach nad nową wersją strony internetowej.

Czyli ewidentnie nie był to staż polegający na parzeniu kawy przełożonym?

Zdecydowanie nie. Zresztą jest taka komórka, do której stażyści mogą zgłaszać takie przypadki. Ja miałam dodatkowo to szczęście, że akurat odeszła dziewczyna, która zaszła w ciąże, więc dostałam część jej zadań.

Co z twojego punku widzenia było najtrudniejsze?

Decydując się na taki staż człowiek skazuje się na lawinę zmian – wyjeżdża do innego kraju, większość dnia mówi w innym języku, ląduje w międzynarodowym towarzystwie, no i jest stosunkowo mało czasu, żeby poznać całą strukturę.

Ty jednak byłaś w Brukseli na Erasmusie podczas studiów, dzięki temu nie wszystko było takie nowe.

Zdecydowanie. W codziennym życiu pomogła mi też znajomość francuskiego. A sama instytucja okazała się bardzo przyjazna. Jeszcze przed przyjazdem dostaliśmy przewodnik z najważniejszymi informacjami dotyczącymi życia w Brukseli. Ludzie z mojego departamentu przyjęli mnie bardzo ciepło i od początku dbali o integrację. Opiekował się mną mentor, co uważam jest rewelacyjnym pomysłem na wdrażanie pracownika. Zaraz po przyjeździe mogłam się zapisać do czegoś w rodzaju samorządu stażystów. Każda nowa edycja stażystów powołuje swój zarząd, tworzą się też koła zainteresowań. Ja wybrałam fotografię i rozwój kariery.

Nie było więc czasu na nudę.

Możliwości na spędzanie czasu po pracy było bardzo dużo. Po pracy mogliśmy uczestniczyć w szkoleniach i konferencjach organizowanych przez inne departamenty, to też stwarzało możliwość poznawania nowych ludzi. Jako samorząd dostaliśmy też budżet na organizację własnych wydarzeń. Pod koniec stażu, z naszej inicjatywy odbyły się targi pracy dla stażystów. A na do widzenia każdy dostał książkę z danymi kontaktowymi, zdjęciami i podsumowaniem wszystkich działań samorządu. Dodatkowym plusem było to, że nasz głos był brany na poważnie, mieliśmy spotkania z Komisarzem ds. edukacji, młodzieży, kultury i sportu, polskim Komisarzem oraz europosłami.

Jakie towarzyszyło ci uczucie po powrocie?

Z jednej strony smutek - to był bardzo intensywny czas, który sprzyjał zawiązywaniu relacji z ludźmi. Z drugiej strony poczułam, że ten staż mnie dowartościował –, że dałam sobie radę z czymś, co nie było łatwe. Stałam się też odważniejsza w pracy. Z przyjemnością zaczęłam realizować międzynarodowe projekty, to doświadczenie było również doceniane przez moich Pracodawców.

Rozmawiała Urszula Kaczorowska

Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji przygotowuje publikację na temat staży w instytucjach unijnych i jednostkach z nią współpracujących. Publikacja ukaże się w końcówce roku, ale już teraz sukcesywnie będziemy publikowali wywiady z osobami, które odbyły staże.

Data działania: 
środa, October 25, 2017