Sztuka czekania

26-08-2019

O tym, dlaczego czasami ma ochotę zadzwonić na numer alarmowy, opowiada Tomas z Republiki Czeskiej, który w ramach UN Youth Volunteers był wolontariuszem w Etiopii.

archiwum rozmówcy

UN Volunteers ma opinię elitarnego wolontariatu. Jak trudno było zostać wolontariuszem tego programu – w skali od jeden do dziesięć?
Trudno to określić, powiedziałbym, że pięć. Przede wszystkim niełatwo dowiedzieć się o ofercie programu UN Volunteers – tylko jeden uniwersytet w Czechach systematycznie informuje o takiej możliwości. Ja dowiedziałem się o możliwości wyjazdu od mojego poprzednika, którego przypadkowo spotkałem podczas praktyk w ambasadzie Czech w Etiopii. Tylko trzy inne osoby z mojego kraju aplikowały na ten projekt. Miałem dwie rozmowy – jedną z przedstawicielem czeskiego oddziału ONZ, drugą z moim obecnym przełożonym, szefem etiopskiego oddziału UN Volunteers. Pierwsza była raczej na luzie, głównym tematem rozmowy była moja motywacja. W czasie drugiej rozmawialiśmy o moich kompetencjach i ewentualnych przyszłych obowiązkach. Na koniec okazało się, że wyprzedziłem moich rywali tylko o jeden punkt. Łatwo nie było...

Czy wiesz, czemu pokonałeś swoich rywali?
Myślę, że przydało się moje doświadczenie. Wcześniej byłem na dwumiesięcznym stażu w ambasadzie Czech w Etiopii, który poprzedziły półroczne praktyki w Departamencie Afryki Subsaharyjskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Pradze. Dzięki temu miałem okazję zaznajomić się z działaniem instytucji takich jak Unia Europejska czy ONZ. Nie miałem za to żadnego doświadczenia jeśli chodzi o tematykę projektu (edukacja w obrębie przedmiotów ścisłych).

Jak wyglądał twój zwyczajny dzień?
Nie da się powiedzieć o standardowym dniu. Czasami moja praca polegała wyłącznie na czytaniu, ponieważ research stanowił istotną część pracy naszego instytutu. Organizowałem też spotkania i wydarzenia. W Etiopii trochę czasu zabiera, żeby rzeczy w ogóle zaczęły się dziać. To „trochę” oznacza na przykład trzy lub pięć miesięcy. Przeszedłem drogę od absolutnego braku możliwości do całego ich wachlarza. Nagle zaczęły pojawiać się różne zadania – na przykład musiałem wyjechać do Senegalu na Africa Expo albo reprezentować nasz instytut na konferencji w Botswanie.

Opowiedz o jakimś wyzwaniu, które przyniósł ci wolontariat w Etiopii.
Pewnego dnia zlecono nam, żeby twórczo pokazać, jak nasz instytut wprowadza innowacje do systemu edukacyjnego. Rezultat miał być zaprezentowany podczas Africa Expo 2018 – a do wydarzenia zostało siedem dni. Wyzwanie wydawało się za trudne i w zasadzie się poddałem. Nagle, w połowie tygodnia, przyszedł do mnie mój kolega Uju z przygotowaną animacją, w której przedstawił nasze dwie flagowe publikacje. Właśnie takiego bodźca potrzebowałem. Zacząłem pisać tekst prezentacji, nagrałem się, a potem dołączyła do mnie Beth – jedyna osoba w naszym biurze, dla której angielski był pierwszym językiem. Dzięki jej pomocy całość brzmiała bardziej profesjonalnie. Na koniec mój brat z Czech dołożył muzykę – i wszystko się udało!

Program UN Volunteers jako jeden z nielicznych oferuje swoim wolontariuszom zapłatę. Czy pozwalała ci ona na utrzymanie się na miejscu?
Absolutnie tak. Zdecydowałem się na wynajęcie mieszkania, a nie pokoju, co pochłaniało około jedną trzecią moich zarobków – a i tak mogłem pozwolić sobie na jedzenie w dobrych restauracjach albo wyjazd na wakacje. Korzystałem jednak z publicznego transportu zamiast taksówek, czego wielu przyjezdnych się obawia – i w ten sposób oszczędzałem mniej więcej trzecią część pensji. Wszystko zależy więc od tego, jak zarządzasz swoimi finansami.

Jak smakuje Etiopia?
Jak injera – czyli połączenie chleba i naleśnika, które uzupełnia praktycznie każde tradycyjne etiopskie danie. Jest serwowana z mielonym mięsem, kapustą, burakami, różnymi sosami… Powinno się ją jeść rękami, które później przez cały dzień pozostają tłuste i udekorowane mąką.

Pochodzisz z Czech. Co w Etiopii było dla ciebie największym szokiem kulturowym?
Byłem w Afryce wiele razy, więc niewiele rzeczy mogło mnie zaskoczyć. Ale jest pewien zwyczaj charakterystyczny dla Etiopczyków – kiedy chcą pokazać, że zgadzają się z tym, co mówisz albo po prostu wyrazić zainteresowanie, głośno wciągają powietrze. Robią to także podczas rozmowy telefonicznej. Brzmi to tak, jakby się dusili. Nawet po dwóch latach nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Poważnie zastanawiałem się, czy nie powinienem zadzwonić na numer alarmowy!

Jakie masz plany na przyszłość?
Obecnie staram się o jedno z dwóch czeskich stanowisk w delegaturach Unii Europejskiej w ramach programu Junior Professionals in Delegation. Ale to może być dla mnie spore wyzwanie!

Tomas Danicek realizował swój wolontariat w ramach programu UN Volunteers.
Wywiad znajduje się w publikacji Międzynarodowy wolontariat młodzieży. Rozmawiała Karolina Ludwikowska.

Data działania: 
poniedziałek, 1. January 2018