Inspiracje -

Francji nigdy dość


Jak sprawdzić, czy sen jest niezbędny do życia? Przenieść się na studia do Bordeaux! O intensywnym programie nauki i dużej dawce satysfakcji opowiada Kasia, stypendystka prestiżowego programu francuskiego rządu.

Konsultantka we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej, stażystka w Ambasadzie Francji… Czy mimo sporego doświadczenia dalej czułaś, że potrzebne są Ci studia we Francji?
Chociaż wiem, jak sztampowo to brzmi, ale zawsze chciałam studiować we Francji. Dzięki wyjazdowi w ramach programu Erasmus+ do Nancy przekonałam się, że francuska uczelnia wyższa to coś dla mnie. Imponował mi poziom kształcenia oraz bardzo rygorystyczne podejście do programu i realizacji zajęć. Niedosyt po kilku miesiącach na Uniwersytecie Lotaryńskim sprawił, że zdecydowałam się aplikować na magisterkę na Wydziale Prawa i Nauk Politycznych w Bordeaux.

Jak wyglądał początek nauki we Francji pełnoprawnej już studentki?
Powszechna panika sprawiała, że uczyłam się praktycznie bez przerwy. W piątki i w soboty pracowałam, a w niedziele pisałam prace. Wyspałam się dopiero po egzaminach, czyli w połowie stycznia. Myślę jednak, że nie wszyscy tak skrupulatnie podeszli do nauki. Słyszałam, że część moich kolegów wciąż pozwalała sobie na sen, a nawet na przyjemności (sic!). Prawda jest taka, że zachłysnęłam się programem zajęć i dużo czasu poświęcałam na indywidualne dokształcanie. Wolne weekendy zaczęły się w drugim semestrze i trwały niedługo ze względu na pandemię.

W takim razie, Twoje studia są bardzo…
…intensywne. Zapowiada to już sama ich nazwa – „bezpieczeństwo globalne: trójjęzyczny analityk polityczny”. Mam bardzo dużo zajęć, nie tylko na wydziale prawa, ale również z języków obcych. Kilka dużych exposé w grupach oraz cotygodniowe prace pisemne na podstawie paru obszernych tekstów do przeczytania to standard. Ponadto moja magisterka ma charakter zawodowy, kończy się co najmniej trzymiesięcznym stażem w międzynarodowej instytucji związanej z bezpieczeństwem, które na całe szczęście jest pojęciem bardzo obszernym. Możemy wybierać od wojskowości, przez wywiad, bezpieczeństwo energetyczne, politykę migracyjną, zdrowie, aż do środowiska i zrównoważonego rozwoju. Ofertę stażu musimy znaleźć sami, co jest nie lada wyzwaniem (czytelników-rekruterów serdecznie pozdrawiam).

Jak wyglądały Twoje ulubione zajęcia?
Uwielbiałam wykład z Gouvernement comparé o tym, jak funkcjonują i kształtują się różne ustroje polityczne. Prowadził go bardzo doświadczony prowadzący o skłonności do niekończących się anegdot, które jednak zawsze wracały do punktu wyjścia. Miałam wrażenie, że wykłada nam teorię wszystkiego. Podobnie było z zajęciami z epistemologii nauk społecznych, na której z kolej panowała atmosfera bardzo specyficznej terapii grupowej. Tak naprawdę jednak, dzięki skrupulatnie przygotowanemu sylabusowi i dobrze przygotowanej strukturze wypowiedzi prowadzących, większość zajęć sprawiała mi ogromną przyjemność.

Czym różnią się studia we Francji od tych w Polsce?
To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to różnice w zachowaniu studentów. Francuscy studenci  z mojego kierunku sprawiają wrażenie bardzo przykładnych, nieustannie pracujących i zestresowanych każdym przedmiotem. W Polsce tę presję odczuwałam znacznie mniej. Podobnie jest z wyborem ścieżki kariery. Na pierwszy rzut oka wśród moich francuskich znajomych każdy mniej więcej wie, czego chce, jakie stoją za tym motywacje i jak to osiągnąć. Część Francuzów powie wprost, że uniwersytet jest po to, żeby przyuczyć ich do zawodu. Natomiast w Polsce wśród moich znajomych mamy tę wizję, że studia służą samokształceniu. To nie zawodówka.

Dużo mówi się o tym, że Francuzi są bardzo wymagający w kwestii swojego języka. Czy ktoś, kto nie mówi płynnie po francusku, może mieć trudności na uczelni?

Społeczeństwo francuskie jest tak różnorodne, że siłą rzeczy każdy ma jakiś akcent i każdemu zdarzają się naleciałości czy błędy językowe. Nigdy żaden wykładowca nie potraktował mnie gorzej, bo jestem z zagranicy. Wręcz przeciwnie, na wykładach nie raz byłam poproszona o skomentowanie sytuacji w polskiej polityce lub sprostowania jakiegoś faktu, nie wspominając o czytaniu nazwisk polskich autorów. W tym jestem naprawdę dobra! Jedynie podczas egzaminów – z powodu bardzo ograniczonego czasu, sporego zakresu wiedzy i wysokich wymagań formalnych – obawiałam się popełnienia dużej ilości błędów językowych. Arkusze egzaminacyjne są tutaj kodowane – i jeśli wykładowca nie wyrazi zgody na mikroskopijny dopisek na samym końcu eseju, nie mamy prawa przyznawać się do odmiennego pochodzenia. Wszyscy muszą być równo traktowani. Martwił mnie fakt, że ktoś uzna mnie za bardzo niedbałego i chaotycznego francuskiego studenta.

Jesteś stypendystką prestiżowego programu Eiffel, dzięki któremu co miesiąc otrzymujesz 1200 euro. W skali 1-10, jak trudno było zdobyć to stypendium?
Ze względu na brak dokładnych danych i dużą ilość chętnych, myślę, że 8. Jeśli potrafimy jednak dobrze umotywować wybór kierunku i trafnie określić nasze plany zawodowe po studiach, a ponadto mamy za sobą pierwsze doświadczenia zawodowe (i tym samym listy polecające), wydaje mi się, że jest duża szansa, iż nasza kandydatura zostanie dostrzeżona.

Jak wyglądał proces aplikacji?
Zanim jeszcze zaczęłam rok akademicki, wysłałam zapytanie do biura ds. współpracy z zagranicą o sposób kandydowania na stypendium Eiffel i o daty. Zależało mi na dofinansowaniu drugiego roku magisterki, jednak warto wiedzieć, że wnioski można składać nawet na dwa lata magisterki. Znając orientacyjne daty poboru wniosków, zabrałam się za kompletowanie dokumentów i pisanie projektu. Każda placówka szkolnictwa wyższego we Francji może przesłać do Ministerstwa maksymalnie 40 dossier kandydatów z każdej z czterech dziedzin.

Czy bez stypendium łatwo było Ci się utrzymać?

W poprzednim roku miałam spore szczęście. Odpowiedziano mi z pierwszej wybranej oferty na Jobaviz (rządowym portalu z pracą dla studentów dostępnym na pod adresem messervices.etudiant.gouv.fr) na początku sierpnia. Rozmowa o pracę odbyła się kilka godzin po przesłaniu CV, a umowę podpisałam zdalnie będąc jeszcze w Warszawie. Dzięki temu zarabiać zaczęłam już w połowie sierpnia w wymiarze 16 godzin tygodniowo. Wtedy mi się wydawało, że utrzymanie się z tej pensji będzie graniczyło z cudem. Komfort psychiczny zapewniały mi oszczędności i wsparcie rodziców. Prawda jest jednak taka, że mieszkając na kampusie i korzystając z pomocy państwowej ok. 400—500 euro wystarczy na przeżycie.

Jak wygląda poszukiwanie mieszkania w Bordeaux?
Ze względu na napływ turystów – również paryżan, którzy ukochali sobie miasto za jego przyjemną atmosferę i wolne tempo życia – o mieszkania studenckie bardzo trudno. Poznałam ludzi, którzy jeszcze w połowie roku koczowali na walizkach u znajomych. Bez stałej umowy o pracę lub francuskiego gwaranta, który w razie potrzeby byłby w stanie opłacić za nas nawet trzy czynsze, a także kilku innych warunków formalnych (np. posiadanie francuskiego konta bankowego, do którego z kolei wymagane jest zaświadczenie o zakwaterowaniu), o wynajem całego – nawet małego – mieszkania jest naprawdę trudno. Jest oczywiście oferta pokojów chez particulier, czyli u właścicieli, którzy powinni akceptować tzw. VISALE, czyli gwarancję przyznawaną przez państwo francuskie. Z doświadczenia jednak wiem, że wynajmujący wolą wybrać kogoś, komu pomaga francuski bliski, a nie rządowa instytucja.

Czyli można pożegnać się z nadzieją?
Obcokrajowcy na magisterce mogą mieć to szczęście, że zostaną potraktowani priorytetowo przy przyznawaniu akademika, tak jak to miało miejsce w moim przypadku. Trzeba tylko pamiętać, że aplikować o akademik można do 15 maja każdego roku – czasem to znacznie wcześniej niż wyniki rekrutacji na studia. Francuski rząd przyznaje także zasiłki mieszkaniowe – dzięki nim za moje mieszkanie na kampusie płacę 217 euro. Mieszkam sama na 18m2 z kuchnią i łazienką – nie mogę narzekać.

Warszawa czy Bordeaux – które miasto jest bardziej przyjazne studentom?
Kocham Warszawę całym moim sercem, ale to Bordeaux ma rozmiar idealny dla potrzeb studenckiego życia – szczególnie dla kogoś, kto miał serdecznie dosyć komunikacji miejskiej i korków. Miasto od kilku lat przystosowuje się do potrzeb zwykłego obywatela bez auta. Ulice w centrum stają się woonerfami lub współdzielą przestrzeń ze ścieżkami rowerowymi. Nie potrzebuję karty miejskiej, wszędzie wozi mnie mój rower. Nad rzeką zamiast kwiatów sadzi się warzywa i owoce, jest sporo kooperatyw zrzeszających lokalnych producentów żywności, popularne są sklepy en vrac, czyli bez opakowań.
Z ciekawszych inicjatyw, powstaje tutaj sporo cafés associatifs, czyli kawiarni prowadzonych przez stowarzyszenia, gdzie oferowane są niedrogie napoje i wydarzenia. Wszystko finansowane z niewielkich wpłat jego członków.
W Bordeaux mogę poczuć się jak u siebie, nie zrujnować budżetu i do tego uczestniczyć w transformacji miasta.

Katarzyna Molak, 25 lat
→ studiuje bezpieczeństwo globalne na Uniwersytecie w Bordeaux
→ skończyła licencjat na Wydziale Neofilologii Uniwersytetu Warszawskiego

Rozmawiała Karolina Ludwikowska
Wywiad ukazał się w publikacji Eurodesk Studia bez granic.