Koordynator jak menadżer i matka


Z Kamilą Biniek, koordynatorem programu Erasmus w Karkonoskiej Państwowej Szkole Wyższej rozmawiamy o tym, jakie cechy powinien mieć dobry koordynator.

Została pani koordynatorem Erasmusa w KPSW w Jeleniej Górze, mając za sobą studenckie wyjazdy z tego programu. Czy te doświadczenia pomagają w pracy?

Studiując ochronę środowiskana Uniwersytecie Warszawskim, prowadziłam Biuro Współpracy z Zagranicą i współpracowałam z Niezależnym Zrzeszeniem Studentów. Chciałam coś robić dla studentów, a że uwielbiałam języki obce i podróże, to tym się zajęłam. Gdy tylko nadarzyła się okazja, pojechałam na wymianę studencką do Amsterdamu. Byłam w tym mieście trzy lata i wspominam to jako wspaniały czas. Powróciłam na Dolny Śląski przez jakiś czas pracowałam w holenderskiej fundacji. Postanowiłam potem studiować anglistykę na Karkonoskiej Państwowej Szkole Wyższej w Jeleniej Górze. Pomyślałam, że ponownie pojadę na Erasmusa za granicę. Ale okazało się, że na tej uczelni nie było tego programu. Musiałam działać. Nie ukrywam , że trochę przyczyniłam się do tego, że program zaistniał w naszej szkole. Dzięki temu, że sama skorzystałam z niego, mogę z pełnym przekonaniem namawiać studentów do wyjazdu. Mówić im o korzyściach jakie odniosą.

Co pani zdaniem daje studentom wyjazd na Erasmusa?

Otwiera horyzonty, daje nowe doświadczenia i wiedzę. Poza naukowymi korzyściami ważny jest aspekt społeczny. Spędzanie czasu z osobami mieszkającymi w danym kraju, poznawanie ich języka i zwyczajów nie jako turysta, a bezpośrednio. Po studiach mogą nie mieć na to czasu. Dla studentów naszej uczelni, którzy często pochodzą ze wsi i małych miast, wyjazd na Erasmusa jest przełamaniem barier, próbą samodzielnego radzenie sobie. Mogą się sprawdzić w zupełnie nowym środowisku. To pochodzenie też czasami sprawia, że boją się wyjeżdżać. Wymaga to ode mnie dużo pracy, by przekonać ich do zmierzenia się z nowymi wyzwaniami. Studenci z dużych miast i ośrodków akademickich nie mają pewnie takich obaw.

Jak namawia się studentów do wyjazdu na Erasmusa?

Studenci i ich rodzice mają wiele obaw i je rozumiem. Sprawdza się zatem bezpośredni kontakt. Docieram do każdej grupy. Mówię młodym ludziom, na jakie uczelnie można wyjechać i do jakich krajów.Nie tylko poinformuję o rekrutacji na Erasmusa, ale także umożliwiam rozmowy z kolegami, którzy byli na studiach za granicą. W tym roku po raz pierwszy namówiłam studentów z zagranicy, którzy realizują studia zprogramu Erasmus na KPSW, na kulinarne spotkanie. Przygotowali potrawy ze swoich krajów i częstowali nimi studentów. Było pyszne jedzenie kuchni ukraińskiej, włoskiej, tureckiej, syryjskiej i hiszpańskiej oraz atmosfera sprzyjająca integracji. Podobnych spotkań planuję więcej, by studenci lepiej poznali się i przekonali, że porzucenie swojego rodzinnego, bezpiecznego środowiska nie jest wcale takie straszne, jak im się nieraz wydaje.

Do jakich krajów wyjeżdżają na Erasmusa studenci KPSW w Jeleniej Górze?

KPSW ma podpisane umowy z kilkunastoma uczelniami w Europie oraz w Turcji. Najwięcej chętnych jest na wyjazdy do Hiszpanii i Portugalii. Tak dużo, że nasze partnerskie szkoły wprowadzają tam limity. Z kolei niewiele osób chce wyjeżdżać do Turcji,choć właśnie z tego kraju gościmy najwięcej studentów.Jako jedyna uczelnia w Polsce współpracujemy ze szkołami wyższymi w Syrii. Ale tam ,z oczywistych względów, też nikogo nie poślemy. Choć oni do nas przyjeżdżają i obecnie w KPSW studiuje dwoje studentów z Syrii.

A Chiny? Karkonoską Państwową Szkołę Wyższą regularnie odwiedzają przedstawiciele uczelni z Changzhou, miasta partnerskiego Jeleniej Góry. Jest szansa, że studenci tam pojadą?

Wyjeżdżają do Chin nasi pracownicy naukowi i wracają bardzo zadowoleni. Są przyjmowani serdecznie, nawiązują nowe kontakty i naukowe doświadczenia. Studentów raczej nie poślemy do Chin z obawy o ich bezpieczeństwo. Ale współpraca ze szkołami wyższymi w Changzhou stale się rozwija.

Czy pracowników naukowych trzeba przekonywać do Erasmusa, tak jak studentów?

Z nimi, w odróżnieniu od studentów, jest dużołatwiej. Zauważyłam, że kto raz już korzystał z tego programu, to chętnie szuka okazji do ponownego wyjazdu. Nasza kadra naukowa bierze udział w programach dydaktycznych oraz szkoleniowych. W tym rokuna Erasmusa wyjechało z KPSW około 20 wykładowców. Mamy naukowców, którzy regularnie wyjeżdżają do zagranicznych uczelni. Staram się, by jak ktoś złożył wniosek, to na pewno wyjechał. To też promocja dla naszej uczelni. Naukowcy, którzy prowadzą na Erasmusie zajęcia interesująco i niesztampowo, mogą przyciągnąć do nas studentów zzagranicy. Najbardziej popularne przy wyjazdach zagranicznych pracowników są szkoły w Portugalii iHiszpanii. Mają po tysiące chętnych nie tylko z Polski, ale też ze Szwecji, Niemiec, Dani i innych krajów. Trudno wysłać tam kogoś z KPSW. Dlatego szukamy cały czas nowych kontaktów i kierunków.

Pracuje pani jako koordynator Erasmusa od 10 lat i zapewne ma porównanie, czy się różni realizacja tego programu w niedużej uczelni jaką jest KPSW od szkół z dużych ośrodków akademickich?

Przede wszystkim studenci, którzy przyjeżdżają do szkół w Krakowie czy Wrocławiu mają o wiele większy wybór zajęć prowadzonych w języku angielskim. U nas są z tym trudności, ale staramy się zapewnić zagranicznym studentom udział w jak największej liczbie zajęć. Częstoorganizuję im indywidualne zajęcia. Najłatwiej jest na dziennikarstwie, filologii angielskiej czy pedagogice. Najtrudniej jest ze studentami na kierunku pielęgniarstwo, bo tu trzeba zorganizować zajęcia praktyczne na przykład w szpitalu. I to jest moja największa zmora. Łatwiej jest ze studentamifizjoterapii, bo mogą mieć na przykład praktyki w Uzdrowisku Cieplice czy miejscowych firmach prowadzących rehabilitację. Z naszej uczelni wyjeżdża na Erasmusa około 15 studentów w ciągu roku. Wysyłamy ich na studia i na praktyki głównie do szkół, z którymi mamy podpisane umowy o współpracy. To nie jest duża liczba, stąd moja praca, taka u podstaw, by zmotywować młodych ludzi. Oni często pochodząz małych miejscowości i po prostu boją się takich wyzwań. Wymaga to ode mnie wielu rozmów i przekonywania. Często przeszkodą w wyjazdach są finanse , bo stypendia z Erasmusa nie są duże. W przyszłym roku mają być większe i bardzo z tego się cieszę.

Studenci zagraniczni przyjeżdżają do KPSW z różnych miejscowości, czasami bardzo odległych. Czy zdarza się, że trzeba im matkować?

Zdarza się. Zwłaszcza tym, którzy są z odmiennych kulturowo miejsc na przykład z Syrii czy Turcji. Mówię im o zwyczajach w Polsce, potrawach i kulturze. Nie tylko organizuję zajęcia. Wiadomo, że w razie nagłych przypadków, zawsze mogą na mnie liczyć. Trzeba też być uczciwym i wcześniej poinformować studentów, że choć Jeleniej Góra to fajne miasto, nie ma tu rozległego życia studenckiego i raczej niewiele się dzieje. Pomagam studentom skontaktować się z tymi, którzy byli u nas na Erasmusie i mogą im udzielić informacji. Tym, którzy do nas przyjadą, staramy się pokazywać Karkonosze, zachęcać do spacerów na Śnieżkę. Niektórzy wędrują po górach, ale większość wybiera do zwiedzania Kraków czy Wrocław, Pragę lub Berlin.

Rozmawiała Alina Gierak