Pakować się i prosto!


Sanatorium dla ciała i umysłu – tak o swoim szwedzkim wolontariacie mówi Mateusz Mirecki, uczeń IV klasy Technikum Łączności nr 14 w Krakowie. Przeczytaj, czym zajmował się na niewielkiej farmie ekologicznej.

Wydawałoby się, że trzymiesięczne wakacje to przywilej wyłącznie studentów. Ty znalazłeś sposób, żeby cieszyć się nimi już w szkole średniej – jadąc na wolontariat do Szwecji w trakcie roku szkolnego.
Faktycznie. Po pierwszej klasie technikum dzięki wolontariatowi miałem naprawdę długie wakacje! Ale trochę przez przypadek. Znalazłem miesięczny projekt w Szwecji i chciałem jechać tam we wrześniu, ale organizatorzy zaprosili mnie do udziału w majowej edycji. Na początku nie byłem przekonany, bo maj to zwykle gorący okres w szkole, ale uznałem, że jeśli wrócę na początku czerwca, zdążę nadrobić zaległości. Ostatecznie, z uwagi na inny wyjazd, który wypadł mi w międzyczasie, do Szwecji pojechałem dopiero pod koniec maja i wróciłem dzień przed zakończeniem roku szkolnego.

Nie miałeś przez to kłopotów z zaliczeniem roku?
Żeby móc jechać, musiałem się naprawdę sprężyć i nadgonić z materiałem, ale większość nauczycieli poszła mi na rękę. Jeśli wychodzisz z inicjatywą, chcesz robić coś dodatkowego, nauczyciele raczej przyjmują to z entuzjazmem. Nie rzucają ci kłód pod nogi.

Na czym polegał projekt, w którym wziąłeś udział?
W ramach krótkoterminowego EKS pojechałem do Hästekasen. To taka ekologiczna farma położona mniej więcej godzinę drogi na północ od Göteborga. Głównym celem projektu było zdobycie podstawowych umiejętności potrzebnych do przetrwania poza miastem. Zaraz po przyjeździe na miejsce dostałem rękawice oraz roboczy strój i dołączyłem do innych wolontariuszy, który budowali dom z drewna i gliny. Z tego co wiem, nadal stoi, więc chyba poszło nam całkiem nieźle.
Już następnego dnia miałem dyżur kuchenny i musiałem nauczyć się m.in. piec chleb. Posiłki też przygotowywaliśmy w ramach takich dyżurów. Część osób umiała gotować, a część już niekoniecznie, więc gdy dyżur miał ktoś, kto był kiepskim kucharzem, następnego dnia obiad smakował jeszcze lepiej! Podczas spacerów po okolicy, które organizował dla nas właściciel farmy poznałem też wiele dziko rosnących roślin jadalnych, o których istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia. Okazuje się, że prawie co drugi chwast rosnący na łące nadaje się do jedzenia!

Co ci dał ten wyjazd?
To było sanatorium dla ciała i umysłu. Miesiąc blisko natury, z dala od szkoły, klasówek i zadań domowych. Przez ten miesiąc byłem też wegetarianinem. Na co dzień jem mięso, ale w Hästekasen nie miałem wyboru. Albo umrę z głodu, albo będę jeść to, co mi dadzą. Super doświadczenie! Poza tym dowiedziałem się jak mięso jest produkowane, jak bardzo cierpią na tym zwierzęta i jakie konsekwencje ma to dla naszej planety. Teraz staram się więc ograniczać jedzenie mięsa i znacznie więcej myślę o tym, jakie konsekwencje mają moje codzienne wybory. Mieszkam w Krakowie, więc muszę przyznać, że w Szwecji naprawdę poczułem różnicę jeśli chodzi o jakość powietrza. Zrozumiałem, że katastrofa klimatyczna to coś realnego i jeśli nie zaczniemy działać, skończmy naprawdę źle. Była to też świetna szkoła samodzielności oraz zaradności, bo po raz pierwszy pojechałem sam za granicę na dłużej niż zwykłe wakacje. Musiałem odnaleźć się w Göteborgu, dojechać na lotnisko czy dogadać się z hotelowym recepcjonistą, który znał mniej więcej dziesięć angielskich słów.
Poza tym miesiąc w Hästekasen można spokojnie nazwać intensywnym kursem pracy w grupie. Podczas pobytu na farmie poznałem ludzi pochodzących z różnych krajów i różnych kultur. Te różnice między nami często stanowiły wyzwanie. Ale musieliśmy się jakoś dogadać. To doświadczenie nauczyło mnie otwartości na inne sposoby myślenia i pozwoliło mi spojrzeć na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy.

Na co dzień uczysz się w technikum informatycznym, pasjonujesz się komputerami i planujesz karierę w IT. Jak trafiłeś do Hästekasen?
Jest wiele ciekawych projektów skierowanych do młodych ludzi, ale niewiele osób o nich wie.  Zaangażowanie w jeden otwiera kolejne drzwi. Bo poznajesz nowych ludzi, zdobywasz coraz więcej kontaktów. Ale też stajesz się coraz bardziej otwarty na nowe doświadczenia. Tak było w moim przypadku. W II klasie razem z kolegami i koleżankami wziąłem udział w miejskim projekcie „Solidarna Młodzież”. Później, z pomysłem budowy boiska do siatkówki plażowej na Mistrzejowicach, zgłosiłem się do Hackathonu. Pomysł bardzo się spodobał, przeszedł do finału i jest szansa, że wiosną będzie już można zagrać w plażówkę przy Parku Tysiąclecia. W międzyczasie pani Basia Moś z Europe4Youth, która już mnie pamiętała, zaprosiła mnie do współtworzenia radia młodzieżowego w ramach „Broadcasting Europe”. Ostatnio wziąłem udział w projekcie InnoMaker organizowanym przez krakowski FabLab. Podczas warsztatów z majsterkowania szukaliśmy praktycznych rozwiązań problemów ekologicznych. Wolontariat w Hästekasen przydarzył się gdzieś po drodze. Potraktowałem to jako kolejne wyzwanie.

Najlepszy moment na taki wyjazd?
Pierwsza albo początek drugiej klasy szkoły średniej. Później zaczynają się poważne przygotowania do matury, więc nie za bardzo można opuszczać lekcje. Ale jeśli ktoś zamierza zdawać rozszerzony angielski, wyjazd na wolontariat albo wymianę zagraniczną może się naprawdę opłacić. W szkole uczymy się gramatyki, sporo słuchamy, ale mamy mało okazji do mówienia i wykorzystywania języka w normalnych, codziennych sytuacjach. A tego wymaga się później na maturze. Więc pakować się i prosto!

Jakie masz plany na kolejne miesiące?
Jestem już po egzaminach zawodowych, za kilka miesięcy zdaję maturę, więc pochłaniają mnie obecnie zadania z matematyki i nauka angielskiego. Chciałbym studiować za granicą, a do tego potrzebuję naprawdę dobrych wyników na dyplomie. Nie wiem, czy pandemia nie zniweczy moich planów, ale na razie trzymam się tego, co postanowiłem. Intensywnie przygotowuję się też do konkursu matematycznego, w którym mogę wygrać indeks AGH. Bo jeśli nie wyjdzie mi ze studiami na zagranicznej uczelni, zostanę w Polsce i pojadę na Erasmusa. Pierwsze międzynarodowe doświadczenia mam już za sobą.

Rozmawiała Kinga Jakieła