Potrzebny przyjaciel


Może tegoroczni erasmusowcy nie wrócą do domów z setką nowych znajomych, ale za to poznają kilka osób, z którymi będą mieli kontakt na całe życie – mówi Pola Plaskota, przewodnicząca Erasmus Student Network Polska.

Czy na polskich uczelniach są teraz erasmusowcy?
Nie na wszystkich, ale są. W wakacje robiliśmy badanie na ten temat. Prosiliśmy sekcje ESN działające przy największych uczelniach w całej Polsce, by ustaliły ze swoimi biurami wymiany, ilu erasmusowców przyjedzie na ten semestr i czy w ogóle jacyś się pojawią. Z kilku uczelni dostaliśmy odpowiedź, że wymiany studenckie są całkowicie wstrzymane, ale większość sekcji przekazała informację, że erasmusowcy przyjadą. Miało być ich mniej, ale mieli się pojawić – na uczelniach, na których zwykle było 300 studentów z wymiany, teraz spodziewano się np. 50. Te dane dodatkowo zweryfikowało życie. Większość uczelni prowadzi teraz nauczanie hybrydowe lub całkowicie online, więc nie wszyscy erasmusowcy ostatecznie zdecydowali się
na przyjazd.

Można pomyśleć: nic dziwnego. No bo co ich tu czeka? Siedzenie przed komputerem?
Mimo wszystko jako ESN mamy za zadanie pomóc przyjeżdżającym do Polski osobom, zaopiekować się nimi i zapewnić atrakcje. Co roku każda z sekcji na początku października organizuje tzw. orientation week. To tydzień, który przybliża zagranicznym studentom zasady roku akademickiego, ale też codziennego życia w obcym kraju. W tym roku sekcje również organizowały tydzień wprowadzający, ale w wydaniu hybrydowym, bo najważniejsze dla nas jest bezpieczeństwo zarówno studentów, jak i naszych wolontariuszy. W niektórych miastach, tam gdzie uczelnie wyraziły na to zgodę, odbywały się tradycyjne spotkania, zwykle na wolnym powietrzu, np. wspólne zbieranie grzybów czy gry miejskie. Większość wydarzeń miała jednak miejsce online. Robiono wirtualne spacery po miastach, integracje, wspólne oglądanie filmów przez internet, quizy. Mimo że przed komputerem, erasmusowcy i tak mieli możliwość poznania nawzajem siebie, naszych wolontariuszy oraz nabrania do nas zaufania.

Jak teraz wygląda wasze wsparcie dla studentów z zagranicy?

Wciąż organizowane są wydarzenia, ale ze względu na restrykcje żadne nie odbywają się stacjonarnie. Najważniejsze jest przekazywanie aktualnych informacji, by erasmusowcy wiedzieli, co się dzieje w kraju. Robimy serię infografik związanych z pandemią. Gdy wchodzą nowe obostrzenia, przygotowujemy informacje dla erasmusowców, bo Ministerstwo Zdrowia publikuje je w języku angielskim z opóźnieniem. Chcemy, by wszyscy byli na bieżąco i czuli się bezpiecznie.

Erasmus to nie tylko nauka, ale też poznawanie ludzi i chodzenie na imprezy. Bez tego da się przekonać młodych do korzystania z programu?
Przyjazd do innego kraju zawsze jest ogromną wartością. Sama możliwość uczenia się na innym uniwersytecie to fantastyczna sprawa. I nawet jeśli odbywa się online, i tak otwiera nowe perspektywy. A kontakt z innymi? Szczęśliwie tegoroczni erasmusowcy zdążyli się jeszcze poznać na początku października, gdy sytuacja epidemiczna była bezpieczniejsza. Wiele osób mieszka razem, wprowadziło się do tych samych akademików, więc mają ze sobą kontakt. Z pewnością nie jest już tak łatwo nawiązać relacje, ale z drugiej strony mówi się, że to właśnie w najtrudniejszych czasach poznajemy najlepszych przyjaciół. Może tegoroczni erasmusowcy nie wrócą do swoich krajów z setką nowych znajomych, ale jestem pewna, że mogą poznać chociaż kilka osób, z którymi będą mieli kontakt na całe życie.

Mentorzy, czyli polscy opiekunowie zagranicznych studentów, działają mimo pandemii?
Tak. Mentor to program, do którego mogą dołączyć nie tylko członkowie ESN, ale każdy polski student. Mentorzy odpowiadają za pierwszy kontakt z erasmusowcami, często odbierają ich już z lotniska, pomagają znaleźć mieszkanie, umówić wizytę u lekarza, załatwić formalności na uczelni. Mnie samej zdarzyło się oglądać mieszkanie i sprawdzać panujące w nim warunki dla kogoś, kto jeszcze nie przyjechał do Polski. W trakcie semestru mentorzy i erasmusowcy zwykle dalej spotykają się, spędzają wspólnie czas. Wiemy, że nasi mentorzy mimo pandemii utrzymują kontakt z podopiecznymi.

W tym roku zostałaś przewodniczącą ESN. Co ci daje praca w organizacji?
Studiuję biotechnologię na Politechnice Warszawskiej. To mało społeczny kierunek. ESN daje mi możliwość spróbowania nowych rzeczy, wzmacnia poczucie własnej wartości. Gdy
podejmowałam decyzję o kandydowaniu na przewodniczącą, myślałam przede wszystkim o tym, że dzięki tej funkcji będę miała okazję poznać nowych ludzi, podglądać to, co robią, inspirować się nimi i szukać własnej ścieżki. Wkrótce chciałabym zacząć pracować zawodowo, ale jestem pewna, że organizacja szybko z głowy mi nie wyjdzie.

Swoją przyszłość zawodową wiążesz z biotechnologią czy raczej z działaniami społecznymi?
To trudne pytanie. W tym roku będę pisać pracę inżynierską i będę musiała podjąć decyzję, co dalej. ESN z pewnością pokazało mi, że kontakt z innymi jest dla mnie najważniejszy. Raczej nie pójdę więc w stronę biotechnologii, zwłaszcza w formie pracy w laboratorium. Brakowałoby mi w nim ludzi.

Rozmawiała Martyna Śmigiel – korespondentka FRSE
Wywiad ukazał się w magazynie Europa dla Aktywnych.