Inspiracje -

Sport jest jeden


Wiemy, że są, ale nie zawsze spotykamy ich na ulicach czy w autobusach. Mamy świadomość, że ich życie na pewno jest cięższe niż nasze, lecz często nie mamy pojęcia, na czym te trudności polegają. Zapytani recytujemy formułki o konieczności integracji niepełnosprawnych, ale zdarza się, że za tym hasłem nie kryją się konkretne rozwiązania. Na szczęście są tacy, którzy działają skutecznie i – dzięki programowi Erasmus + Sport – na poziomie europejskim.

Cel

Na przykład stowarzyszenie Projekt Świętokrzyskie, któreod trzechlat organizuje Festiwal Aktywności Fizycznej Osób Niepełnosprawnych Paragedon. Do tej pory na kieleckim stadionie lekkoatletycznym do rywalizacji licznie stawali niepełnosprawni z województwa świętokrzyskiego. W tym roku do lokalnejpięćsetki dołączyło21 zawodników z Chorwacji, Grecji i Włoch – podopiecznych i działaczy organizacji na rzecz osób niepełnosprawnych. Wspólnie biegali, strzelali z łuku, grali w boccię, szachy, tenis stołowy, a w przerwach pomiędzy konkurencjami tańczyli zumbę, oglądali pokazy karate lub… układali kostkę Rubika.Stadionowe święto niepełnosprawnych było jednym z ważnychelementów dużego projektu, realizowanego przez kieleckie stowarzyszenie dzięki funduszom z programu Erasmus+ Sport.

Europaragedon umożliwiłspotkanie lokalnych i pochodzących z różnych krajów organizacji działających na rzecz niepełnosprawnych: głuchych, jeżdżących na wózkach, upośledzonych umysłowo, tych z porażeniem mózgowym. Dzięki projektowi mogą wymienić doświadczenia,zacieśnić kontakty, dzielić się pomysłami , prezentowaćzakończone sukcesamiprojekty, które do tej pory robili na mniejszą, czasami tylko lokalną skalę. Rozmów było wiele, ale jak na sport przystało, nie zabrakło także i rywalizacji: zawodów, meczów, gier wdyscyplinach i aktywnościach dedykowanych zwłaszcza niepełnosprawnym. W tych spotkaniach, organizowanych kolejno przez każdą organizację w swoim mieście brali udział członkowie stowarzyszeń oraz ich podopieczni – niepełnosprawni. Czy coś się w ich życiu zmieniło? Czy takie spotkania i wymiana myśli ma sens? Czy warto realizować takie projekty?– zapytałam niepełnosprawnych uczestników Europaragedonu.

Potrzebna jest pasja

Boccią zajmuje się od 5 lat, a od 9 jeździ na wózku. – Niefortunnie wywróciłem się na stoku, gdy zjeżdżałem na nartach. Nagle wszystko się skończyło. W życiu czasami tak bywa, że nie da się wszystkiego przewidzieć. Na początku było trudno, ale kiedy już zdałem sobie sprawę, że nie wrócę do pełnej sprawności, wiedziałem, że muszę działać i usprawnić się, na ile się da. Zacząć żyć po nowemu ­ wyjaśnia Andrzej Janowski. Jest zawodnikiem z czołówki światowej, na zawodach World Open w Sewilli w 2017 roku zajął 10. miejsce, ma licencję trenera i sędziego tej pochodzącej z południa Europy gry. Wspólnie z żoną Katarzyną, od trzech lat organizuje też Świętokrzyskie Maratony Bocci. W ostatnich rozgrywkach wzięło udział 220 zawodników i ich opiekunów.

Z Paragedonem związany jest właściwie od początku. W tym roku w zorganizowanych przez niego na festiwalu zawodach bocci wzięło udział 17 3-osobowych drużyn, odbył się także specjalny pokaz dla gości z zagranicy. Janowski pełnił honory organizatora i sędziego, a dla kieleckich rozgrywek… poświęcił start w międzynarodowych zawodachw Konopiskach. Wcześniej pojechał z wizytą studyjną do włoskiego Trani. - Poznałem wielu ciekawych ludzi, urodziło się wiele pomysłów. Mam nadzieję, że przynajmniej niektóre z nich uda się zrealizować – podsumowuje.Z podziwem opowiada o nowej dyscyplinie, którą poznał we Włoszech. Baskin, umożliwia grę nawet zawodnikom sparaliżowanym w znacznym stopniu. Tę odmianę koszykówki wymyślił ojciec, dla swojego niepełnosprawnego syna. - Bardzo ciekawy sport. Wypełnia niszę sportów drużynowych i kontaktowych, które do tej pory były dostępne dla bardziej sprawnych. W Polsce w ogóle nie znany, a szkoda,bo daje szansę kolejnym osobom na aktywność sportową – wyjaśnia fachowo.

Jako doświadczony organizator i ważna postać kieleckiego środowiska niepełnosprawnych, potrafi także ocenić i porównać system opieki i wsparcia dla niepełnosprawnych. Uważa, że my w Polsce dopiero raczkujemy. – Na Zachodzie jest tych stowarzyszeń więcej, często są wysoko wyspecjalizowane i oferują lepiej skoordynowaną pomoc. – wyjaśnia. Ale dodaje: - Wszędzie, i tu i tam, potrzebni są zapaleńcy, ludzie, którzy chcą to robić, poświęcić swój prywatny czas. Najlepsze efekty osiąga się wtedy, gdy dla pomagających to jest nie tylko praca, ale także i pasja. Paragedon jest przykładem, że się da. Pomysł spodobał się naszym partnerom zagranicznym. Chcą go kopiować u siebie. I dobrze, to zaowocuje w przyszłości– podsumowuje Andrzej Janowski.

Wózek to nie koniec świata

Mateusz Waksmundzki nie urodził się niepełnosprawny, spadł z wysokości w 2012 roku i od tej pory jeździ na wózku. Choć długo dochodził do siebie, teraz nie wyobraża sobie życia bez sportu i bez pasji. Poza trenowaniem bocci, udziałem w sportowych obozach, pracuje. Kiedyś był analitykiem komputerowym, teraz telefonicznym ankieterem.

Zauroczyła go gra baskin. ­ To supersport. Można zaangażować w tę grę wszystkich i świetnie się bawić. Sam kilka koszy zaliczyłem – śmieje się. Przyznaje, że to jego pierwszy zagraniczny wyjazd po wypadku. Wizytując Trani czuł, że pokonał kolejne bariery.- Gdy przypomnę sobie siebie zaraz po wypadku i teraz, po udziale w Europaragedonie, widzę nieprawdopodobną zmianę. Pół roku spędziłem, leżąc i patrząc w sufit. Doskwierał mi nawet brak… widoku trawy. Przez te lata bardzo dużo udało mi się osiągnąć nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, otworzyłem się na świat i już wiem, że wózek to nie koniec świata. Nadal mogężyć aktywnie, mieć znajomych, hobby – wyjaśnia otwarcie. Na wyjeździe rozmawiał po angielsku. – Ręce, choć nie do końca sprawne, także się przydawały – śmieje się. Najwyżej ocenia znajomości, kontakty z innymi z odległych zakątków Europy -To działa jak domino. Jeden projekt pociąga za sobą kolejne, a możliwość skorzystania z doświadczeń i umiejętności innych, nawet w tak odległych miejscach jak Włochy, sprawi, że nie będzie się popełniać ich błędów. To na pewno nie będzie ostatni Paragedon. Jest wielu niepełnosprawnych, których stale trzeba aktywizować, włączać do życia z tymi sprawnymi – podsumowuje.

Życie jak wyzwanie

Michał Szafrański to człowiek, który zaprzecza stereotypom, że niepełnosprawni muszą pokonać jakiekolwiek bariery.Być może dlatego, że swoimi problemami zdrowotnymi po prostu się urodził i od zawsze traktuje je jako kolejne wyzwania. Wiele już osiągnął. Jest członkiem lekkoatletycznej kadry narodowej niepełnosprawnych sportowców, multimedalistą zawodów krajowych i międzynarodowych. Szefuje stowarzyszeniu Sprawniejsi.pl, które zajmuje się integracją i aktywizacją osób niepełnosprawnych w województwie świętokrzyskim , zasiada w radzie miejskiej Włoszczowy i jest sołtysem Nienzanowic, miejscowości, w której mieszka od urodzenia. . Jakby tego było mało, prowadzi także agencję marketingową, tworzy aplikacje, strony internetowe zajmuje się ich pozycjonowaniem i marketingiem internetowym firm. Proadxxzi także zajęcia z robotyki dla dzieci.

Dla niego udział w Paragedonie był szansą, by skonfrontować to, co robi we własnym stowarzyszeniu,z osiągnięciami i doświadczeniami innych.-Chciałem się dowiedzieć, jak to robią w innych krajach, jak działają i rozwijają swoje organizacje, na jakie przeszkody natrafiają i jak je pokonują- tłumaczy. Nie ukrywa, że ta europejska perspektywa sprawiła, że jego stowarzyszenie zaczyna zajmować się kolejnymi obszarami. Do tej pory stawiali na sport jako narzędzie integracji i fizjoterapię, jako środek do osiągnięcia najlepszej sprawności. Co ważne, tę rehabilitację oferowali nie tylko niepełnosprawnym, ale i ich opiekunom - Chcieliśmy zrobić coś również dla opiekunów, bo oni często rezygnowali ze wsparcia na rzecz swoich podopiecznych. A przecieżpomoc niepełnosprawnym to ciężka fizyczna. Nie powinni fizjoterapii odkładać na wieczne później – mówi stanowczo.

Jako prezes stowarzyszenia Sprawniejsi.pl marzy o kontynuacji działalności punktu aktywizacji niepełnosprawnych. Jego podopieczni dostają w pakiecie zajęcia sportowe, fizjoterapię, zajęcia z profesjonalnym trenerem, wsparcie prawne czy psychologiczne. - Coś, co zweryfikowałem na Zachodzie, a do tej pory było w moich planach, już zaczęło działać. Głównie dzięki środkom pochodzącym z Unii Europejskiej– nie ukrywa Szafrański.

Zaobserwował, że np. we Włoszech czy Chorwacji, pracują nie tylko nad tym, by niepełnosprawni mieli zajęcie i realizowali pasje, ale aby mieli też szansę pracować. Dzięki swoim wyjazdom zagranicznym, także wizycie w Trani, zrozumiał, że na Zachodzie osoby niepełnosprawne są widoczne w przestrzeni publicznej. – Może mam złą perspektywę, bo mieszkam w małej miejscowości, ale we Włoszech niepełnosprawnych spotykaliśmy wszędzie, na ulicach, w kawiarniach. Jakby po prostu żyli normalnie. U nas tak to nie działa. Wielu niepełnosprawnych zamyka się na otoczenie, więc mamy sporo do nadrobienia – wyjaśnia i od razu podaje pomysł, w jakim kierunku rozwinąć Paragedon: –Może trzeba połączyć imprezy z jakimiś zawodami dla sprawnych? Od kilku lat organizowana jest impreza lekkoatletyczna „Memoriał Kamili Skolimowskiej”, gdzie gwiazdy światowej lekkiej atletyki rywalizują wspólnie z niepełnosprawnymi sportowcami. Mogłem tego doświadczyć kilka lat temu, jak na trybunach kilkadziesiąt tysięcy osób obserwowało zmagania osób pełno i niepełnosprawnych – bo sport jest jeden – kwituje Szafrański.

Kto się z kim integruje?

O tym, że integracja to nie jedynie otwieranie drzwi niepełnosprawnym i usuwanie barier, ale ciężka praca, którą powinni wykonaćtakże sprawni, opowiada koordynatorka projektu Paragedon Kama Kępczyńska-Kaleta.­ Trzeba myśleć nie tylko o poszerzaniu zasięgu terytorialnego, ale i angażowaniu kolejnych grup społecznych, np. młodzieży, nieprzystosowanej do integracji, odseparowanej od wszelkiej inności, zamkniętej w dobrych szkołach i klasach wypełnionych podobnymi sobie. Wyobrażam sobie, jak w przyszłym roku licealiści i niepełnosprawni grają razem w baskin, biegają, grają w boccię - opowiada. Uważa, że to pozwoli im zrozumieć, że świat nie zawsze jest tak idealny, jak sobie młodzi wyobrażają. Nie ukrywa też, że chciałaby, by za rok w Europaragedonie wzięło udział… 200 zawodników niepełnosprawnych z zagranicy. - Bo zobaczyć uśmiech na twarzy zawodnika, który właśnie ukończył bieg czy wygrał partię szachów, a wcześniej pokonał kawał drogi, by do nas dojechać, jest bezcenny – wyjaśnia koordynująca Paragdeon dla stowarzyszenia „Projekt Świętokrzyskie”.

Autorka: Agnieszka Kozłowska-Piasta