Publicystyka -

Góðan daginn, Islandio!


Studentki instrumentalistyki Akademii Muzycznej w Poznaniu postanowiły doskonalić umiejętność gry na flecie poprzecznym w kraju ognia i lodu, korzystając z Programu Edukacja. Pójście pod prąd w czasie pandemii dodało im skrzydeł.

Upalny początek sierpnia 2020 roku był dla większości mieszkańców Polski czasem wakacyjnego rozleniwienia. Ale nie dla nich! Dwie studentki poznańskiej Akademii Muzycznej –  Wiktoria Łukaszewska i Marcelina Gój – przygotowywały się wówczas do wyjazdu na praktyki do Iceland University of the Arts w Reykjavíku. Starały się dopiąć wszystko na ostatni guzik, ale wciąż nie było wiadomo, czy wyjadą…

– Największym wyzwaniem było spakowanie się na dwa miesiące do 31-kilogramowego bagażu. Półżartem oczywiście, bo tak naprawdę niewiele było wyzwań przed wyjazdem. Otrzymałyśmy duże wsparcie i pomoc od uczelni, zarówno wysyłającej, jak i przyjmującej. Naprawdę stresujące było jedynie to, że do samego końca nie miałyśmy pewności, czy w ogóle polecimy, a bilety były kupione, mieszkanie wynajęte… i wszystko mogło runąć w ostatniej chwili – wspomina dziś Wiktoria. Ostatecznie się udało. A mieszkanie znalazły w samym centrum stolicy.

Lodowce, gorące źródła, muzyka
Podróż do leżącej blisko koła podbiegunowego Islandii okazała się dla dziewcząt szansą na zdobycie niezwykłych doświadczeń kulturowych i zawodowych. Praktyka na prywatnej uczelni muzycznej otworzyła przed nimi możliwość doskonalenia warsztatu pod okiem cenionych wirtuozów. Dla Wiktorii już sam pobyt na Islandii obfitował w zaskoczenia, ponieważ – jak mówi – przyjechała do kraju, który w niczym nie przypominał żadnego znanego jej wcześniej w Europie. Nawiązywanie kontaktów było utrudnione, mimo że restrykcje związane z pandemią nie dawały się mocno we znaki, a dosłownie z każdym Islandczykiem można było porozumieć się po angielsku. – Mieszkańcy Reykjavíku są otwarci, tolerancyjni i bardzo przyjaźnie nastawieni – mówi Marcelina. – W Islandii zachwyciło mnie też idealnie czyste powietrze, pyszna i zdatna do picia woda z kranu (prosto z lodowca!) i obecność gorących źródeł – niemal wszędzie. Samo zwiedzanie wyspy to niesamowita przygoda, tak jak kontakt z naturą nietkniętą przez działalność człowieka. Niespotykane krajobrazy nie tylko koiły, ale i pobudzały wyobraźnię i kreatywność, dawały inspirację do odbierania sztuki i do grania – dodaje. – Spragnieni muzeów i galerii też nie czuli się zawiedzeni. Dostęp do instytucji kultury był łatwy i relatywnie tani. Czego niestety nie można powiedzieć o cenach produktów w sklepach ani biletach komunikacji miejskiej (koszt jednorazowego biletu na autobus to mniej więcej 15 zł) – podkreśla.

Przeczytaj cały wywiad na stronie FRSE w magazynie Europa dla Aktywnych.

 

//
stopka strony