W Polsce też jest kawałek ich ojczyzny. Tu kończą szkoły i pomagają rodakom


Niewiele brakowało, by 19-letnia Dina Simashkevych porzuciła swoją łódzką szkołę na trzy miesiące przed kończącym edukację egzaminem zawodowym. Po wybuchu wojny nie chciała opuszczać Ukrainy. Przekonali ją nauczyciele, koledzy i… Erasmus.

Dina Simashkevych z Ukrainy jest uczennicą Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. Po koniec czerwca przystąpi do ostatnich już egzaminów zawodowych, by uzyskać wymarzony tytuł technika architektury krajobrazu. Praktyczne umiejętności zdobywała nie tylko w łódzkiej placówce, ale też w Grecji na Erasmusie.

Unia daje więcej możliwości
Do Polski przeprowadziła się pięć lat temu, jako 14-latka.

– Przyjechałam do Łodzi ze starszym bratem, by kształcić się w szkole mistrzostwa sportowego – wspomina. – Nauka zawsze była dla mnie ważna. Rodzicom zależało, żebyśmy uczyli się w kraju należącym do Unii Europejskiej, by mieć więcej możliwości, lepsze perspektywy. Nie musieli mnie długo namawiać, bo byłam ciekawa świata i otwarta na nowe doświadczenia.

Trafiła do sportowego gimnazjum, gdzie trenowała koszykówkę. Potem brat wrócił na Ukrainę, a ona postanowiła kontynuować naukę w łódzkim technikum. – Lubię rysować, malować, projektować, więc zdecydowałam się kształcić na technika architektury krajobrazu – tłumaczy. – Cieszyłam się, że będę miała dobry zawód i nigdy nie żałowałam, że uczę się daleko od domu.

Wojna. Mama płakała, ja też
W połowie lutego tego roku Dina – tak jak i wszyscy uczniowie z województwa łódzkiego – rozpoczęła ferie zimowe. Postanowiła spędzić je z mamą, tatą i starszym bratem w domu koło Winnicy (miasto w środkowej części Ukrainy). Kiedy wyjeżdżała z Łodzi, nie mogła się spodziewać, że nie uda jej się wrócić do szkoły po dwóch tygodniach. – Nikt z nas tak naprawdę nie myślał, że Rosja zaatakuje Ukrainę – wyznaje 19-latka. – Aż do 24 lutego… Mama płakała, ja też. Kiedy zaczynały wyć syreny, zbiegaliśmy do piwnic. Za każdym razem serce waliło mi tak, jakby chciało wyskoczyć z ciała. Nigdy nie zapomnę tego uczucia bezradności. Bo choć były to tylko ostrzegawcze alarmy, to strach był jak najbardziej prawdziwy.

Dina, jeszcze przed wybuchem wojny, kupiła powrotny bilet do Łodzi na 26 lutego. Jednak w nowych okolicznościach nie wyobrażała sobie, by mogła porzucić rodzinę i wrócić do szkoły. Tym bardziej że jej ojciec od razu dostał wezwanie do wojska, czekał na nie też brat, więc 19-latka nie chciała zostawiać mamy samej. Czuła, że musi ją wspierać, choć też bardzo się bała. – Strach potęgowały huki rakiet i widok czołgów na ulicach – wspomina. – Do tej pory, gdy tylko słyszę jakiś hałas czy niepokojące dźwięki, bardzo się stresuję.

Wracać czy zostać?
Tymczasem koledzy z klasy i nauczyciele z łódzkiego technikum nieustannie pisali do Diny e-maile, SMS-y, dzwonili i proponowali pomoc w powrocie do szkoły. W stałym kontakcie była z nią też przyjaciółka z klasy – pochodząca z Lwowa Yaryna Tomashivska, która została na ferie w Łodzi. – Chciałam, żeby Dina do nas wróciła, by była bezpieczna. Bardzo mi jej brakowało, choć z drugiej strony rozumiałam, że nie chce zostawić rodziny – wspomina Yaryna.

Dinę wspierali też nauczyciele. Marcin Józefaciuk, dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi, kilka razy ją prosił, by przemyślała swoją decyzję o pozostaniu w ogarniętej wojną Ukrainie. – Jest zdolna, mądra, uczestniczyła w ubiegłym roku w praktykach zawodowych w Grecji w ramach programu Erasmus+. Część egzaminów zawodowych już miała za sobą. Naprawdę od uzyskania dyplomu dzieliło ją tak niewiele, więc pisałem do niej: „Kiedy wracasz? Czekamy!” – wspomina dyrektor Józefaciuk. – W końcu zrozumiała, że będąc tam, w Ukrainie, i tak nic nie zdziała, a tu, w Polsce, przynajmniej będzie bezpieczna i dokończy naukę.

Dyrekcja szkoły oferowała nawet dziewczynie pomoc, gdyby się okazało, że są problemy z transportem z Winnicy do Łodzi. – Tak mnie wspierali, że postanowiłam wrócić do szkoły – uśmiecha się Dina.

Pomagają rodakom
Dina i Yaryna przyznają, że skupienie się na nauce, kiedy w ojczyźnie toczy się wojna, nie było łatwe. Poza tym, kiedy tylko pojawiła się szansa, by nieść pomoc przybywającym do Polski Ukraińcom, od razu z niej skorzystały. Yaryna pierwsza zaczęła się udzielać jako wolontariuszka-tłumaczka. – Pomagała Ukraińcom w świetlicy środowiskowej. To kawałek jej ojczyzny tutaj – mówi Beata Karga, opiekunka szkolnego koła wolontariatu i nauczycielka WF-u w łódzkim technikum. I tłumaczy, że Dinie na początku trudniej było się zaangażować, bo wróciła z Ukrainy bardzo smutna, zgaszona.

– To nie była ta sama Dina co przed feriami – kręci głową Karga. – Jednak gdy zaangażowała się w sortowanie zebranych w mieście darów dla Ukrainy, po raz pierwszy zobaczyłam, że się uśmiechnęła. Myślę, że to działanie miało moc terapeutyczną, że dawało dziewczynom siłę. Nie czuły się bezużyteczne. To ich sposób walki.

Dina razem z Yaryną regularnie chodziły też do łódzkiego Pałacu Młodzieży, gdzie były organizowane zajęcia artystyczne dla dzieci z Ukrainy. – Tam pomagałyśmy, tłumaczyłyśmy z polskiego na ukraiński, żeby dzieciaki wszystko rozumiały – mówią 19-latki. A w międzyczasie przygotowywały się do matury i egzaminów zawodowych. Jednak Dina w ostatniej chwili zrezygnowała ze zdawania polskiego egzaminu dojrzałości. Tłumaczyła, że związany z wojną stres za bardzo dał się jej we znaki. A poza tym już ma w kieszeni jedno świadectwo dojrzałości, bo równolegle uczyła się też w ukraińskim liceum i dwa lata temu zdalnie zdała ukraińską maturę. Egzaminów zawodowych jednak nie zamierza odpuścić i już 20 czerwca stawi się w łódzkiej szkole na egzaminie na technika architektury krajobrazu.

–  Obie dziewczyny często podkreślały, jak ważne jest dla nich zdobycie europejskiego wykształcenia – zaznacza Wioletta Tybura-Nykiel, nauczycielka biologii, a zarazem wychowawczyni Diny i Yaryny. Wykorzystywały wszelkie możliwości, jakie miały u nas w szkole oraz podczas wyjazdu na Erasmusa do Grecji. Na wyjeździe poznały roślinność innej strefy klimatycznej, pracowały w hotelu oraz w gospodarstwie, a przy okazji szlifowały angielski i nawiązywały kontakty.

Marcin Józefaciuk, dyrektor łódzkiego Zespołu Szkół Rzemiosła, wspomina, że kiedy tylko ogłosił nabór do tego projektu, obie Ukrainki bardzo się starały, żeby móc go realizować. – Zależało im i nadzwyczaj się przykładały do przedmiotów zawodowych! I trzeba przyznać, że udział w szkolnym Erasmusie wzmocnił je i rozwinął. Dał im poczucie pewności swoich możliwości i pokazał, że podróże, nauka i praca za granicą są w zasięgu ręki. Zresztą niedługo po powrocie z Grecji obie ponownie wyjechały na Erasmusa. Tym razem jednak wyjazd zorganizowały sobie we własnym zakresie, niezależnie od szkoły.

– Zimą uczestniczyłyśmy w Erasmusie we Francji, który zorganizował mój znajomy z Warszawy – precyzuje Yaryna. – Projekt dotyczył mediów społecznościowych, robienia reklam, promocji w internecie. Zjechało tam 30 osób z różnych krajów, ale dwie trzecie z nich pochodziło z Ukrainy!

Dina dodaje, że możliwość korzystania z unijnych programów edukacyjnych jest dla niej bardzo ważna. – Doceniam Erasmusa za możliwości, jakie daje młodym. W przyszłości chciałabym jeszcze więcej podróżować i poznawać nowe miejsca i ludzi. Erasmus pokazał mi, że to cudowna droga. Jednak teraz, po egzaminach zawodowych, muszę wrócić do mojej walczącej ojczyzny. W tym ważnym momencie chcę być w Ukrainie.

Zainteresował Cię ten tekst?
Przejrzyj pełne wydanie Europy dla Aktywnych 2/2022

 

//
stopka strony