Często słyszę, że międzynarodowe projekty edukacyjne niczego nie zmieniają i są stratą pieniędzy – a jednak mnie i tysiące osób w Europie ukształtowały.
Wśród projektów, w których uczestniczę, jest taki jeden idący pod prąd – na przekór rosnącej nieufności, pogłębiającym się podziałom, doniesieniom o nadużyciach władzy, przyzwoleniu na agresję i wykluczaniu najsłabszych. W czasach powszechnej utraty poczucia bezpieczeństwa, gdy codzienność naznaczona jest obrazami wojny, raz do roku, na dwa tygodnie, wraz z rodzinami z całej Polski tworzymy świat oparty na otwartości, wrażliwości, zaufaniu, dialogu i współpracy. Mówimy na to „wioska”, co pokazuje, jak bardzo tęsknimy za wspólnotą. To miejsce, w którym każdy jest dostrzeżony, ważny i wnosi coś od siebie. Choć to przedsięwzięcie niewielkie i nietrwałe, przywraca wiarę, że świat może być lepszy. Mnie zaś przywraca pamięć o czasach spędzonych na międzynarodowych wymianach młodzieży
– Wróciłam od mechanika. Ile tam pasywnej agresji. Jak ja się cieszę, że nie mam tego na co dzień – powiedziała pewnego dnia moja dwudziestoletnia koleżanka, z którą współorganizuję wspomniany projekt. I ja też co roku wskakuję w naszą „wioskę” ze świata, w którym obowiązują obce mi standardy. Od niedawna jestem radną w małej gminie – start w wyborach oznaczał dla mnie wyjście z empatycznej bańki. Pamiętam swoją początkową bezbronność, gdy mój przewodnik po samorządowych ścieżkach powtarzał: „Nie ufaj”, „Nie wierz im”, „Ty chyba nie znasz prawdziwego życia”.
Trudno było mi się przestawić, bo dotąd opierałam się na zaufaniu i przekonaniu, że ludzie są dobrzy, a współpraca naturalna. Zrozumiałam wtedy, jak bardzo ukształtowały mnie wolontariat w Belgii, studia w Szwecji, międzynarodowe wymiany modzieży i praca w organizacjach pozarządowych. Dzięki nim uwierzyłam w ludzi i ich dobre intencje. Nauczyłam się otaczać takimi osobami prywatnie i zawodowo.
To nie jest nierealny świat — tak może wyglądać życie. Jedni nazwą to szczęściem, a ja wiem, że to kwestia wyboru: miejsc, relacji i sytuacji – swoich „wiosek”. Często słyszę, że międzynarodowe projekty edukacyjne niczego nie zmieniają i są stratą pieniędzy – a jednak mnie i tysiące osób w Europie ukształtowały. Określiły standardy komunikacji i współpracy z innymi oraz nauczyły mnie ufać ludziom. I nie boję się wielkich słów – takie projekty tworzą lepszy świat i rozbudzają iskrę nadziei, że tak może wyglądać nasza codzienność. I nawet jeśli trwa tylko kilka dni, nawet jeśli to „tylko” wymiana czy efemeryczna „wioska”– jest prawdziwe.
Szukajcie tych przestrzeni dla siebie, twórzcie je dla innych, byśmy nigdy nie przestali wierzyć, że świat jest dobrym miejscem pełnym dobrych dla siebie ludzi.
Źródło: Europa dla Aktywnych 4/2025