Chopin na Malcie - angielski dla nauczycieli


Pedagodzy ze szkoły muzycznej w Stargardzie pojechali na śródziemnomorską wyspę uczyć się angielskiego. Nie obyło się bez muzycznych zaskoczeń – na Malcie nie tylko znają polskich kompozytorów, ale i cenią polską publiczność.

Bliskość zachodniej granicy sprawiła, że pracownicy Państwowej Szkoły Muzycznej (PSM) I i II stopnia w Stargardzie (70-tysięczne miasto w woj. zachodniopomorskim) wiele lat temu nawiązali kontakt z pedagogami i muzykami z Niemiec, ze Stralsundu. – Kadra rozmawiała ze sobą wyłącznie po niemiecku, natomiast młodzież porozumiewała się po angielsku – wspomina Żaneta Bartosiewicz, zastępca dyrektora PSM i nauczycielka fortepianu. Starsi pozazdrościli młodszym. – To był dla nas sygnał, że angielski powinniśmy podszkolić – dodaje.

Później potrzeby językowe tylko rosły. Szkoła zaczęła zapraszać na warsztaty muzyków z różnych krajów, m.in. holenderskie trio jazzowe i zespół z Nowego Jorku. – Chcieliśmy móc swobodnie porozumiewać się z naszymi gośćmi. W dzisiejszych czasach międzynarodowe składy w zespołach stały się normą – tłumaczy Janina Robak, nauczycielka fortepianu. Dyrekcja szkoły zaczęła szukać sposobu, aby kadra mogła podnieść kompetencje językowe. Pierwszy wniosek projektowy, złożony w ramach programu Erasmus+ Edukacja szkolna, z braku środków trafił na listę rezerwową. – Udało nam się jednak otrzymać wsparcie z programu PO WER – cieszy się Żaneta Bartosiewicz.

Pierwotnie pedagodzy zamierzali poznać tajniki brytyjskiej edukacji artystycznej, jednak ze względu na pandemię wyjazd do Anglii nie był możliwy. Za to drugi wybór – Malta – okazał się strzałem w dziesiątkę.

Na wyspę, na dwutygodniowy kurs języka angielskiego w czasie wakacji poleciało pięcioro nauczycieli. Kolejnych siedmioro będzie miało tę możliwość w roku 2022.

Włoski – muzyka, angielski – komunikacja
Grzegorz Konopczyński, dyrektor PSM i nauczyciel klarnetu, przed laty uczył się rosyjskiego, z angielskim nie miał kontaktu. Znał za to podstawy włoskiego, bo to głównie na tym języku oparta jest edukacja muzyczna. Dla przykładu: termin allegro określa szybkie tempo, piano oznacza cicho, a dolce – słodko. – Wystarczy znać określenia tempa, dynamiki czy charakteru utworu, by dojść  do porozumienia z muzykiem, który nie mówi w naszym języku – zaznacza Konopczyński. Wyjazd na kurs językowy na Maltę potraktował jako sprawdzenie siebie. Mimo obaw nauka w grupie razem z Japończykami, Koreańczykami i Kolumbijką okazała się dla niego bardzo skuteczna. Kurs odbywał się w miejscowości St. Julian’s, której sercem jest zatoka Spinola. Każdy z muzyków uczył się w innym zespole.

Janina Robak była pod opieką lektora z Hiszpanii. – Gdy powiedziałam, że jestem z Polski, od razu padło nazwisko Chopin, który kojarzy się z naszym krajem, ale też po prostu z przepiękną muzyką romantyczną. Lektor wymienił również Krzysztofa Pendereckiego i Witolda Lutosławskiego – wspomina.

Dla Żanety Bartosiewicz istotne było nawiązanie międzynarodowych relacji. – Na zajęciach opowiadaliśmy o tym, dlaczego angielski jest tak potrzebny w naszym zawodzie. Nauczyciel powinien go znać także po to, by czytać literaturę anglojęzyczną obfitującą w wiedzę metodyczną i rozwijać dydaktykę gry na instrumentach w oparciu o metody stosowane w innych krajach – tłumaczy.

Kaktusy jak polskie jabłka
Na Malcie odbywa się m.in. Malta Jazz Festival. W stolicy kraju Valletcie znajduje się siedziba Maltańskiej Orkiestry Symfonicznej. Muzycy ze Stargardu mieli okazję uczestniczyć w próbie koncertu, odwiedzili też tamtejsze instytucje kultury. Polaków ujęła maltańska ekspresja i spontaniczność. Usłyszeli dużo pozytywnych opinii o polskiej muzyce, a jeszcze więcej na temat polskiej publiczności. Muzycy z zagranicy podkreślali, że przyjeżdżają do naszego kraju z przyjemnością, by zagrać dla widzów, którzy rozumieją muzykę.
Pobyt na Malcie był też interesujący ze względów turystycznych. Grzegorza Konopczyńskiego zachwyciła liczba rozłożystych kaktusów, z których robi się m.in. przetwory. – Pierwszy raz byłem też w kraju, w którym panuje ruch lewostronny. To ciekawe doświadczenie – wspomina.
Stargard leży 100 km od morza – u nas to niewielka odległość. – Na pytanie lektora, kto mieszka blisko morza, szybko odpowiedziałem, że ja – śmieje się Grzegorz Konopczyński. – Kiedy przyznałem się do tych stu kilometrów, lektor się zdziwił. Na Malcie są inne realia. To mały kraj w całości położony nad morzem – tłumaczy. Wyjazd na Maltę był pełen takich sympatycznych zaskoczeń.

Zainteresował Cię ten tekst?
Przejrzyj pełne wydanie Europy dla Aktywnych 1/2022.

 

stopka strony