Czytelnia

Wolontariat

Nie pękam z dumy

Data publikacji

– Poznałem fajnych ludzi z całego świata i sporo nauczyłem się o historii – o wolontariacie w byłym obozie koncentracyjnym Sachsenhausen z synem Maksymilianem rozmawia Wawrzyniec Pater, koordynator Eurodesk Polska

Wawrzyniec Pater: W wakacje wyjechałeś na wolontariat za granicę. Przez dwa tygodnie byłeś uczestnikiem tzw. workcampu, czyli krótkiego wolontariatu grupowego. Jak było?

Maksymilian Pater: Całkiem fajnie. Lepiej niż myślałem.

W skali od 0 do 10?
9

Gdzie byłeś?
W Oranienburgu w Niemczech. Projekt odbywał się w byłym obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. 

Z jakiego programu wyjechałeś?
Nie pamiętam. 

Z Alliance of European Voluntary Service Organisation. Mama chciała, żebyś pojechał na Sycylię porządkować szlaki turystyczne pod Etną, ty wybrałeś projekt w obozie koncentracyjnym…
Wydawał się ciekawy. Dużo było elementów historycznych, a ja interesuję się historią.  No i z opisu projektu wynikało, że pracy nie będzie dużo. Poza tym był stosunkowo blisko więc podróż nie była za długa. W sam raz jak na pierwszy tego typu wyjazd. 

Pracy faktycznie nie było dużo?
Nie było. Trzy razy przez dwie godziny wykonywaliśmy prace ogrodnicze na terenie obozu. Przycinaliśmy krzaki, gałęzie drzew i kosiliśmy trawę.

To co robiłeś przez resztę czasu?
Kilka razy zwiedziliśmy muzeum. Byliśmy m.in. w archiwum niedostępnym dla zwykłych odwiedzających. Mieliśmy też różne zajęcia edukacyjne – krótkie wykłady, dyskusje, warsztaty. Robiliśmy prezentacje, nagraliśmy podcast i piosenkę.

Piosenkę?
Tak, to było jedno z głównych zadań uczestników workcampu. Piosenka miała nawiązywać do życia obozowego. W czasie wojny strażnicy obozowi zmuszali więźniów do śpiewania, z drugiej strony więźniowie po kryjomu, z własnej woli, śpiewali i grali. Muzyka pomagała im przetrwać.  

Jaką piosenkę nagraliście?  
Trudno powiedzieć – smutną i spokojną. Opowiadała o życiu w obozie z perspektywy więźnia. Akompaniowali nam zaproszeni muzycy. Uczestnicy podzielili się na grupy, każda stworzyła po dwie zwrotki, ja napisałem jedną. 

A podcast?
Też pracowaliśmy w grupach. Każda opowiadała o jednym więźniu, dzięki któremu te piosenki zostały zapamiętane. Zaproponowałem, żeby naszym bohaterem był Polak Aleksander Kulisiewicz. Ale podcast średnio nam wyszedł. Z piosenką poszło lepiej. 

Co robiliście w czasie wolnym?
Byliśmy kilka razy w Berlinie, zwiedzaliśmy muzea, oglądaliśmy pomniki poświęcone ofiarom nazistów. Poszliśmy na uliczny festiwal rave – w okolicach bramy brandenburskiej jeździły platformy z głośną muzyką. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Chodziliśmy też pływać w jeziorze niedaleko hostelu, jeździliśmy rowerami - to był nasz środek transportu po Oranienburgu. No i gotowaliśmy.  

Gotowałeś?
Coś tam podsmażyłem. Posiłki dla wszystkich uczestników przygotowaliśmy w trzyosobowych grupach. W mojej był Włoch i Meksykanin. Gotowali głównie oni – ja obsługiwałem zmywarkę, kroiłem warzywa i rozstawiałem naczynia. 

Kto był na workcampie?
Trzech Meksykanów, czterech Włochów, Francuz, dwie Hiszpanki, dwoje Armeńczyków, Holender i Koreanka.  W sumie 15 osób. 

Byłeś jednym z młodszych uczestników.  Nie przeszkadzało ci to?
Raczej nie, choć uczestnicy byli nieco zdziwieni, gdy się dowiedzieli, że uczę się w szkole średniej. Większość była na lub po studiach. 

Integrowaliście się? 
Graliśmy w karty, rozmawialiśmy. Często siadałem sobie w strategicznym miejscu w głównej sali, gdzie było najsilniejsze Wi-Fi, słuchałem rozmów innych i czytałem manhwy.

Co?
Koreańskie komiksy.

Dogadywałeś się bez problemów? 
Byłem jednym z lepiej mówiących po angielsku. Dobrze mówiła też Koreanka i Francuz – z nim rozmawiałem najwięcej, bo razem byliśmy w pokoju. Najtrudniej było się dogadać z Meksykanami. 

A jakieś trwalsze przyjaźnie nawiązałeś? Wymieniłeś się kontaktami
Niespecjalnie. Zacząłem obserwować kilku uczestników na Instagramie. 

A ile cię to wszystko kosztowało?
Nie mnie, tylko ciebie i mamę. W sumie jakieś 1000 zł. 500 zł wydałem na podróż, drugie 500 zł to opłata na rzecz tej organizacji, która wysyła na workcampy (Stowarzyszenie Promocji Wolontariatu – WP). Za kilka dodatkowych rzeczy zapłaciłem z własnej kieszeni.

To twój pierwszy samodzielny wyjazd. Masz poczucie satysfakcji, dumy, że dałeś radę?
Satysfakcję mam, ale to nie było aż tak duże wyzwanie, żeby pękać z dumy. 

A nie ciągnie cię do tego, żeby pójść za ciosem i jeszcze gdzieś wyjechać? Są inne programy, które wspierają wyjazdy młodych za granicę... 
Myślę o DiscoverEU, mówiłeś mi o tym wiele razy. Mam kolegów, którzy też chcą wyjechać więc chyba się zgłosimy. Kiedy nabór?

W październiku, ale wyjechać będzie można w przyszłe wakacje. A na kolejny workcamp nie chcesz pojechać? Są programy, które pokrywają wszystkie koszty.  
Wiem, Włoch, koordynator projektu, wspominał o Europejskim Korpusie Solidarności, ale nie wiem, czy pojadę. Marzę o wyjeździe do Japonii, można wyjechać do Japonii?  

W ramach Korpusu nie. Ale na workcamp można. Więc może jednak? Na koniec powiedz, co ci dał ten wyjazd.  Nabrałeś pewności siebie? Podszkoliłeś język? Dowiedziałeś się czegoś ciekawego? 
Wszystkiego po trochu. Poznałem fajnych ludzi z całego świata i sporo nauczyłem o historii – to największa wartość tego wyjazdu. 

Maksymilian Pater jest uczniem XXIII liceum im. Mikołaja Kopernika w Warszawie.
Wawrzyniec Pater jest koordynatorem Eurodesk Polska.