- Z głosami, że to szkoły powinny zapewniać młodym dostęp do informacji spotykałem się niejednokrotnie. To pomysł nie do końca trafiony – pisze Wawrzyniec Pater, koordynator Eurodesk Polska.
Na zorganizowanych przez FRSE konsultacjach w sprawie przyszłej strategii młodzieżowej młodzi ludzie po raz kolejny zwrócili uwagę na brak „informacji na temat możliwości edukacyjnych i rozwojowych”. Uczestnicy dyskusji tym razem powiązali informację młodzieżową z edukacja szkolną, rekomendując m.in. stworzenie platformy edukacyjnej, na której znajdować się będą treści podane w przystępnej i odpowiadającej oczekiwaniom młodzieży formie.
Z głosami, że to szkoły powinny zapewniać młodym dostęp do informacji spotykałem się niejednokrotnie. To pomysł nie do końca trafiony, który wynika z braku znajomości specyfiki informacji młodzieżowej i sprawdzonych rozwiązań zapewniających młodym dostęp do sprawdzonych treści. Szkoły, owszem, są w wypełnić lukę informacyjną w pewnych obszarach – i wiele placówek to robi – ale działań systemowych nie zastąpią. Dlaczego?
Po pierwsze, szkoły mają wiele ważniejszych z ich perspektywy problemów do rozwiązania. Choćby taki, o którym na konferencji z okazji 30-lecia sieci Eurydice w Polsce prof. Mikołaj Herbst. Postawił on wówczas tezę, że młodzież w Polsce nie lubi szkoły. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nauczyciele i rodzice też nie. Piszą o tym media, mówią eksperci, potwierdzają wyniki badań.
Po drugie, szkoły mają za mało zasobów. Według „Gazety Wyborczej” w całej Polsce brakuje kilkunastu tysięcy nauczycieli, a trzech na czterech z tych, którzy pracują, rozważa zmianę zawodu - z powodu przeciążeń, dodatkowych obowiązków i niskich zarobków. Podstawowa pensja nauczyciela wynosi niewiele ponad 5 tys. zł. To jedna z mniejszych stawek w Europe, trzy raz mniejsza niż w Niemczech. Nauczyciel niemal każdego przedmiotu - nawet religii - jest w stanie zarobić więcej poza oświatą. Chyba że dorabia - czasami drugie tyle - na korepetycjach. Rynek kwitnie. Z płatnych zajęć dodatkowych z matematyki w VIII klasie korzysta ponad 30 proc. uczniów, w klasach maturalnych – 43 proc. A ci rodzicie, których stać, przenoszą swoje pociechy do szkół prywatnych lub do edukacji domowej. Odsetek uczniów w prywatnych szkołach średnich w szybkim tempie zbliża się do 20 proc., w domach uczy się blisko 60 tys. uczniów.
Po trzecie w części szkół wciąż obwiązuje zasada ZZZ (zakuj, zdaj, zapomnij). Mamy jeden z najniższych w Europie wskaźnik poczucia związku uczniów ze szkołą. Młodzież nie lubi się uczyć nowych rzeczy – że lubi, deklaruje tylko co czwarty uczeń (w krajach Unii – co drugi), i nie jest ciekawa świata. W kategorii piętnastolatków pod tym względem jesteśmy na trzecim miejscu w UE od końca.
Abstrahując od powyższych niedostatków polskiej edukacji podstawową misją szkoły jest edukowanie a nie prowadzenie działalności informacyjnej odpowiadającej na potrzeby młodych. Informacja i doradztwo dla młodzieży to domena edukacji pozaformalnej. Co nie oznacza, że podmioty i osoby, które się tym zajmują nie powinny ze szkołami współpracować. Jak najbardziej powinny. Inspirujących przykładów i wymiernych efektów takiej współpracy nie brakuje. Może je kiedyś w tym miejscu opiszę.
Felieton ukazał się w kwartalniku “Europa dla Aktywnych”.