Data publikacji

Większość uczestników debaty zorganizowanej w ramach Europejskiego Tygodnia Młodzieży przyjęła za pewnik, że szkoła jest podstawowym miejscem, gdzie młodzi powinni się uczyć aktywności. To założenie błędne - pisze Wawrzyniec Pater, Koordynator Eurodesk Polska.

To był jeden ciekawszych wątków debaty Europejskiego Tygodnia Młodzieży – rola szkoły w zachęcaniu młodych do aktywności. Uczestnicy debaty – przedstawiciele świata polityki nauki, biznesu i sektora pozarządowego zastanawiali się, co zmienić w funkcjonowaniu szkoły, aby otworzyć drogę do aktywności młodych.

Odniosłem wrażenie, że większość uczestników dyskusji przyjęła za pewnik, że to szkoła jest podstawowym miejscem, gdzie młodzi tej aktywności powinni się uczyć. A jeśli nie jest – z czym zresztą większość uczestników dyskusji się zgadzała – to powinniśmy ją tak zmieniać, żeby była. Bo w szkole młodzież spędza 80 proc. czasu i „żadna edukacja pozaformalna tu nie pomoże” – stwierdziła przedstawicielka świata nauki.

W moim przekonaniu jest dokładnie odwrotnie. Jeśli młodzi ludzie uczą się aktywności, to właśnie poza szkołą. W niej spędzają 5-6 godzin (nie mam pojęcia skąd te 80 proc.), uczą się fizyki, biologii i polskiego, wracają do domu, odrabiają lekcje i… mają czas na aktywność – prawdziwą i niczym nieograniczoną – w organizacjach samorządowych, młodzieżowych radach czy grupach nieformalnych. To tam zmieniają otoczenie.

Owszem, w szkołach działają samorządy uczniowskie, kluby europejskie, realizowane są projekty Comeniusa i eTwinning. W szkole można więc być aktywnym, ale, niestety, tylko do pewnego stopnia. Do takiego, do jakiego pozwolą nauczyciele. A wielu z nich – obawiam się, że wyraźna większość – nie potrafi zaufać młodym ludziom. Widać to choćby w projektach składanych przez grupy szkolne w programie „Młodzież w działaniu”. 

Zasadniczy problem nie tkwi jednak w umiejętnościach nauczycieli. Szkoła ze swej istoty nie jest i nigdy nie będzie właściwym miejscem do nauki aktywności – nie taka jest jej misja. Jak zauważył prof. Marcin Król: „edukacja obywatelska w szkole to tylko jeszcze jedno złudzenie racjonalności”, a „życia obywatelskiego można się nauczyć tylko je praktykując”. Taka teza zapewne byłaby szokiem dla wielu uczestników ETM-owej debaty, ale już nie dla osób kształtujących politykę młodzieżową w krajach europejskich.

Ci ostatni już dawno odkryli, że droga do zwiększania aktywności młodzieży wiedzie właśnie przez edukację pozaformalną. Finansowane ze środków publicznych kluby młodzieżowe, ośrodki dla młodzieży, rady młodzieżowe i punkty informacji są w Europie na porządku dziennym.

O ich kształcie decyduje młodzież umiejętnie wspierana przez wykwalifikowanych pracowników młodzieżowych – tzw. youth workers. W Polsce... nie ma takiego zawodu. Walkę o jego uznanie zapowiedział uczestniczący w debacie przedstawiciel PROM. Trzymajmy kciuki, bo to ważny krok w procesie tworzenia struktur edukacji pozaformalnej. I zwiększania aktywności młodzieży. 

Wawrzyniec Pater,
Koordynator Krajowego Biura Eurodesk Polska